Wakacje z wirusem – oczywiste i nieoczywiste skutki pandemii

Koronawirus Turystyka

Turystyka to konsumpcja, chociaż często sami nie chcemy tego przed sobą przyznać. Dopiero pandemiczne zatrzymanie świata do góry nogami pokazało, jak luksusową potrzebą jest zwiedzanie bliższych i dalszych zakątków. Na świat po koronawirusie przyjdzie nam zapewne jeszcze trochę poczekać. Jak spędzimy tegoroczne wakacje, w towarzystwie nieproszonego uczestnika turnusu?

1. Bliżej, krócej, taniej

Brzmi nieco jak odwrotność hasła znanego z dewizy igrzysk olimpijskich, ale tak streścić można najbardziej oczywistą z wakacyjnych prognoz. Nawet po przewidywanym, stopniowym otwieraniu granic, wyjazd poza Polskę będzie kojarzył się z większym ryzykiem, a wspomnienia z urzędowo nakazanej kwarantanny pozostaną dalej żywe.

Pojedziemy na krócej bo część z nas wykorzystała urlopowe dni na opiekę nad dziećmi, inni wypisali wnioski urlopowe na prośbę pracodawców. Niepewność, zarówno ta wirusowa, ale i ta związana z rynkiem pracy skłoni nas raczej do mniejszych wydatków, czyli znów do raczej krótszego pobytu. Mniejsze budżety to rezygnacja ze zbędnych pozycji, mimo, w poprzednim turystycznym życiu uprzyjemniały urlop. Zatem niekoniecznie gwiazdkowe hotele, codzienny wypad do restauracji i wakacyjny kurs ikebany.

2. Wakacje nie dla wszystkich

Utrata pracy, obniżka wynagrodzenia, niepewność zatrudnienia. Do tego obawy o narażenie zdrowia czy konieczność poddania się kwarantannie – to wszystko skłoni część dotychczas podróżujących do pozostania w domu. Według danych Polskiej Organizacji Turystycznej blisko 90% Polaków korzystało do tej pory z wyjazdów turystycznych (nie tylko podczas wakacji), z pewnością  w krótkim horyzoncie ten odsetek  się obniży.

3. Jeszcze tłoczniej w znanych, polskich kurortach

Nie ma pewności, czy najpopularniejsze do tej pory wśród Polaków zagraniczne kierunki wyjazdów będą dostępne w najbliższym czasie. Skoro tak, przynajmniej cześć wyjeżdżających do tej pory za granicę zdecyduje się na pobyt w Polsce.

W sytuacji niepewności będziemy chcieli wracać do miejsc które znamy (któż nie dotarł nad Morskie Oko!). Będą kojarzyły się z bezpieczeństwem. Nieważne, że spotkamy tam stanowczo zbyt dużo ludzi. Dodatkowo nadzieja na kontakt z naturą na górskich szlakach czy kojący szum fal po tygodniach spędzonych w mieszkaniach przesłoni obawy przed tłumem. Zakopane, Szczyrk, nadmorskie kurorty – zapewne znów skierujemy się właśnie tam. Swoje dołoży jeszcze planowany przez rząd bon turystyczny, do wykorzystanaa tylko w kraju.

4. Domki, namioty, kampery

Wypoczynek w osobnym, wynajętym domku już zyskuje na popularności, a można się spodziewać, że takie noclegi będą w tym roku towarem wysoce deficytowym. W końcu wydają się najbezpieczniejszą opcja (izolacja), a przy okazji dadzą szansę na wyrównanie deficytów z czasu lock downu (kontakt z naturą!). Kto nie załapie się na taką możliwość lub będzie dysponował mniejszym budżetem może przeprosić się polem namiotowym. W końcu własny namiot to też namiastka bezpiecznej twierdzy. Kamper to z kolei rozwiązanie znacznie droższe, ale już z rynku dochodzą głosy, że zainteresowanie taką formą wypoczynku rośnie.

5. Ucieczka na rower

Według doniesień prasowych branżę rowerową w Polsce też dotknął pandemiczny kryzys, ale przykłady ze świata wskazują, że ruch rowerowy rośnie (a gdzieniegdzie wzrasta także poziom sprzedaży). Rower stał się alternatywnym środkiem transportu w dobie pandemii i tam gdzie to możliwe zastępuje autobus czy tramwaj na codziennych trasach.

Według badań na rowerze jeździ około 70% Polaków, więc sprzętem i tak już dysponujemy. Jeśli ktoś ponownie przekonał się do użytkowania wyciągniętego z piwnicy dwukołowego bolidu, być może wybierze go także podczas wypoczynku.

6. Poszukiwanie miejsc nieoczywistych

Jak uniknąć tłumów ale jednocześnie zaspokoić głód aktywności i zobaczenia czegoś nowego? Trzeba poszukać miejsc mało znanych, pozornie mniej atrakcyjnych. Zwiedzanie z pomysłem, np. szlakiem filmów, architektury  czy dzieł sztuki może zyskać na popularności. Jedynie turystyka kulinarna stoi pod znakiem zapytania. Tak długo, jak obostrzenia sanitarne odbierają przyjemność poznawania nowych smaków.

7. Podróż lotnicza znów bardziej luksusowa

Nowe środki bezpieczeństwa na lotniskach i samolotach ograniczą liczbę dostępnych biletów. Nie wszystkie linie lotnicze przetrwają też czas uziemienia. To przełoży się na wzrost cen biletów. Wypad na pizzę do Bergamo i powrót tego samego dnia stanie się już tylko wspomnieniem z czasów lotniczego eldorado. Będziemy latać rzadziej i z większym namysłem. Znacznie większej odwagi będzie wymagać bowiem zakup biletów do Azji na pół roku przed wylotem, przy niepewności co do opanowania epidemii. A spadek wartości złotówki do euro tylko wspomoże ten namysł.

8. Działkowiec 2.0, chwilowo stracony dla turystyki wyjazdowej

Skoro podróżowanie stało się ryzykowne, może lepiej kupić domek letniskowy albo zostać działkowcem? Patrząc na szybujące ceny rodzinnych ogrodów działkowych, spora grupa osób rozważa taki krok. Niezależnie czy wybiorą miejskie warzywnictwo, czy budowę domku w lesie, będą na jakiś czas straceni dla turystyki wyjazdowej. Domek, przynajmniej na początku, to spora inwestycja. A i później utopione koszty będą zachęcać do urlopowania na swoim.

9. Last minute po polsku i na własną rękę

Potraficie zaplanować dziś sierpniowy urlop? Jeśli tak, to gratuluję umiejętności korzystania ze szklanej kuli. Nie wiadomo czy, jak,  gdzie i za co będzie można wyjechać.  W tej sytuacji racjonalne jest podejmowanie decyzji z jak najmniejszym wyprzedzeniem. Wyjazd za tydzień łatwiej zaplanować. Jakie ograniczenia napotkamy za dwa miesiące, tego nie wie nikt. Być do planowania zachęcą nas hotelarze czy organizatorzy imprez turystycznych, zapewniając możliwość bezkosztowej rezygnacji z poczynionych rezerwacji. Pytanie jednak, czy za dwa miesiące każdy podmiot będzie w stanie taką zaliczkę zwrócić.

10.Nieoczekiwani zagraniczni zwycięzcy

Jeśli ktoś zdecyduje się na wypoczynek za granicą, może stanąć przed dość ograniczonym wyborem. Póki co mówi się o umożliwieniu wyjazdów do krajów ościennych, z opanowaną sytuacją epidemiczną. Niektóre kraje rozważają utworzenia wakacyjnych korytarzy tranzytowych. Z kolei w tradycyjnych, wakacyjnych miejscach mnożą się pomysły na przymusowe testowanie turystów czy plażowanie w boksach z pleksiglasu.

Z tej mozaiki domysłów i koncepcji mogą wyłonić się dość nieprzewidywalne rozwiązania. Czy ruszymy masowo nad Balaton? Najbezpieczniejszym wyborem okaże się Słowenia? Czy rekordy pobije transgraniczny korytarz Polska – Chorwacja? A może nadzwyczajne subwencje sprawią, że urlop we Włoszech stanie się tańszy niż nad Bałtykiem? Spodziewajcie się niespodziewanych zwycięzców w kwestii zagranicznych wakacji.

11. Samochód rządzi. Ale własny!

Samolotem drogo i ryzykownie. Pociągi i autokary także nie jawią jako bezpieczny wybór. Zdecydowanym zwycięzcą, i to od razu w 2 kategoriach zostaje własne auto. Pozwala na bezpieczne odizolowanie od innych, a przy obecnych cenach paliwa nie wydrenuje kieszeni. W trudnej sytuacji mogą być za to wypożyczalnie aut. Ostatnie doniesienia wskazują, że jeden z głównych graczy ogłosił upadłość, a oferty cenowe reklamowane przez innych wskazują, że ich kondycja też nie jest najlepsza.

12. City breaki w odwrocie

Czy po tygodniach spędzonych  przymusowo we własnym mieszkaniu macie ochotę na wycieczkę do dużego miasta? Ja też nie bardzo. Co więcej, jeśli się nad tym zastanowić, to city breaki były wysoce nieefektywną kosztowo formą podróżowania. Koszt biletu lotniczego rozkładał się na  góra 2, 3 dni na miejscu. Do tego drogie noclegi w centrum dużego miasta (bo mało czasu na dojazdy) i próbowanie lokalnych specjałów w restauracjach. Zwykle taki wypad stanowił kolejną po dużym, wakacyjnym wyjeździe pozycję w podróżniczym kalendarzu. W tym roku w wielu kalendarzach i portfelach taka pozycja może się nie znaleźć.

13. Czas przeprosić się hotelami w dużych miastach?

Kto nie zrezygnuje z wyjazdu do dużego miasta, stanie jak zwykle przed wyborem: hotel czy może krótkoterminowy najem mieszkania lub pokoju przez Airbnb czy Booking. Tak się jednak składa, że gros tego typu mieszkań nie należy do sympatycznych mieszkańców wynajmujących zbędny pokój, a do przedsiębiorców, posiadających wiele takich mieszkań. Przez ostatnie tygodnie lokale nie generowały zysku, więc zaoferowano je do wynajmu długoterminowego, Być może część lokali trafi na sprzedaż. Jeśli firma podnajmowała mieszkanie od kogoś w celu dalszego wynajmu krótkoterminowego, zapewne taką umowę już wypowiedziała.

W każdym razie stopa zwrotu w tym biznesie nie jest chwilowo atrakcyjna, a przede wszystkim niepewna. Podaż może zatem wyraźnie spaść. I to mimo tego, że osobne mieszkanie wydaje się bardziej bezpiecznie niż pokój w dużym hotelu. Być może nie będzie wyboru i noc spędzimy jednak w hotelu.

14. Biały koń czy czarny łabędź?

Jeśli nie dysponujemy przekonaniem o posiadaniu zdolności parapsychicznych (a żywię taką nadzieję), pozostaje nam prognozowanie w oparciu o dostępne przesłanki. Te w kwestii wirusowej mogą się zmienić z dnia na dzień. I to w obie strony.

Pierwsza możliwość to wjeżdżająca na białym koniu tania i powszechnie dostępna szczepionka. Albo skuteczne lekarstwo. Wtedy poprzednie punkty oraz poświęcone na ich czytanie minuty uznajecie za stracone i wracacie do planów wakacyjnych poczynionych jeszcze w styczniu. To oczywiście uproszczenie. Bo nawet w takim scenariuszu trochę nam się już w głowach przemeblowało. I zmiany w zachowaniach turystycznych, i szerzej we wzorach konsumpcji, nastąpią.

Druga możliwość to pogorszenie sytuacji. Druga fala zachorowań albo zmutowanie wirusa i większa śmiertelność. Czyli powrót do zamrożenia i Grinch ogłaszajacy: Wakacji Nie Będzie. Będą za to inne, poważniejsze problemy.

To wszystko jednak scenariusze będące rozwinięciem tego, co znamy. W prognozowaniu  mówi się jeszcze o tzw. Czarnych Łabędziach. To zdarzenia bardzo mało prawdopodobne, trudne do przewidzenia, ale o ogromnych skutkach. Czytaj: jest mała szansa, że będzie zupełnie inaczej, ale nie wiadomo jak.

Prawda, że dobre zakończenie? I takiego zakończenia sobie wszyscy życzmy. Dobrego, a nie nie-wiadomo-jakiego.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.