Za Chiny Ludowe

Za Chiny Ludowe - Katarzyna Pawlak

Nasza ocena

7 ogólna ocena

Nota Wyjazdologii

Smutny jest wniosek po lekturze książki Katarzyny Pawlak „Za Chiny Ludowe”. Otóż nie zobaczycie już raczej Chin w tradycyjnym wydaniu, większa jest szansa, że traficie na skansen, produkt udający „typową wioskę”. Jeśli nawet autorka, władająca językiem chińskim i studiująca w tym kraju, często miała w książce wrażenie, że gdzieś pojawia się za późno, to pewnie szeregowy odwiedzający wykorzystujący właśnie swoje dwa tygodnie urlopu ma marne widoki na Chiny w dawnym wydaniu.

Ale sama książka ma do zaproponowania znacznie więcej. Bo i nasze oczekiwanie wieśniaków brodzących po kostki w ryżu jest równie adekwatne jak opisywanie Polski przez pryzmat góralszczyzny z Krupówek.

Laowaj w świecie bez Googla

Ciekawy to świat gdzie nie radzi sobie wyszukiwarka Google (jest wyszukiwarka Baidu), gdzie Facebook (zablokowany rzecz jasna) zastąpiony jest przez Renrenwang i gdzie obcokrajowcy nazywani laowajami są traktowani z wyraźnym politowaniem. Bo co taki laowaj może o Chinach wiedzieć?

Czy zmieści mu się w głowie, że systemem opieki socjalnej  (zdrowotnej, emerytalnej) można objąć tylko mieszkańców miast?  Czy przyjmie do wiadomości, że żenić się owszem można, ale mężczyzna bez mieszkania w większości przypadków traci zdolność matrymonialną. No i mimo, że obcokrajowiec  jest skłonny nabyć tańszą, chińską kopię zachodnich sprzętów, to postuka się w czoło słysząc, że można skopiować całe miasto. A niby czemu nie postawić sobie  w Chinach szwedzkiego miasteczka?

Kawałek dobrej roboty i warsztat socjologiczny

Teksty zawarte w książce pierwotnie ukazywały się  na blogu http://zachinyludowe.net/ natomiast nie jest to zwykły zapis „tu byłam, to widziałam, a to jest zdjęcie z tubylcem”, widać, że autorka ma warsztat z zakresu nauk społecznych i sporo o Chinach wie. Wykonała też spory wysiłek, żeby czytelnikowi ten świat objaśnić. Pierwsza część książki pokazują chińską codzienność i tłumaczy podstawowe kwestie. I te podstawowe kwestie bywają zaskakujące. Druga część to zapis podróży autorki po kraju: raz udaje się jej złapać znikający ludzki krajobraz, innym razem, chcąc nie chcąc, trafia do skansenu.

Książkę polecam, nawet jeśli do Chin się nie wybieracie. Zawsze lepiej dziwić się światu w ciekawym towarzystwie, a autorka z pewnością takowe zapewnia.

Za Chiny ludowe, Katarzyna Pawlak,  Carta Blanca, Seria Bieguny, 2013