Jak sprawiłem sobie analogowy aparat i czemu leży w szafie

DSC_0662

Wracasz z wyjazdu i przywozisz dwa tysiące zdjęć. Po kilka takich samych ujęć, a nuż coś będzie nieostre. I tylko potem nie bardzo masz chęć usiąść do tego i wybrać te sto zdjęć, które można potem komuś pokazać. Kiedyś nie było takich dylematów. Zwykle musiała wystarczyć jedna klisza. Więc może analog? Nie żeby od razu lustrzanka, jedną już mam. Ale taki aparat dalmierzowy? Szczególnie coś z jasnym obiektywem. Jeszcze tylko  czarno-biała klisza i punkty za artyzm w kieszeni.

W aparacie dalmierzowym ostrość ustawia się pasując w wizjerze dwa fragmenty obrazu. Dalmierze są dość dyskretne: nie ma kłapiącego lustra i całość wygląda dość niepozornie. Stąd aparaty są lubiane przez wszelkiej maści streetowców, czyli cykających partyzancko na ulicach. To nie do końca mój przypadek, ale dalej chcę mieć dalmierz.

 Dwa dalmierze do wyboru

Do sprawy podszedłem metodycznie i rozważyłem najpopularniejsze możliwości. Na placu boju ostały się:

  • Yashica 35 Electro – trochę kobyła, ale ma jasny obiektyw 1,7. Problematyczne są baterie: oryginalnie rtęciowe, dziś już rzecz jasna nieprodukowane. Ale przy odrobinie kombinatoryki i wykorzystaniu sprężynki ze starej latarki można z powodzeniem użyć dzisiejszych baterii z punktu foto. Są też
  • Canon Canonet QL 17 – wymiary bardziej przystępne, a szkło nadal f/1,7. Niestety cena zwykle nieco wyższa niż w przypadku poprzedniczki.

Ostatecznie zdecydowała dostępność na znanym portalu aukcyjnym. Jak widzicie na zdjeciach w moje ręce trafiła Yashica 35 Electro. Pierwsze wrażenie – jest duża. Ale też porządnie wykonana. Kawał gustownego metalu, dziś już retro i to w dobrym guście. Nawet gdyby miała służyć za przycisk do papieru, to udany zakup. W sumie z używanym sprzętem nic nie wiadomo, więc z pewnym napięciem instaluję baterię i zakładam film. Wygląda, że działa, chociaż o tym, że film udało się z powodzeniem naświetlić, dowiem się za kilka dni. Jest jeden mankament, którego zresztą nie wyszczególniono w opisie aukcji – pęknięty wizjer. Da się jednak ustawić ostrość, a krótkie negocjacje ze sprzedawcą obniżają cenę do przyjemnego poziomu. Czyli pozostaje ruszyć w miasto i robić zdjęcia.

DSC_0656

DSC_0640

Najlepiej jednak prezentuje się na półce

Zdjęcia to oczywiście rzecz gustu, ja jestem zadowolony zwłaszcza z czarnobialych zdjęć z przyjemnym ziarnem. Jasny obiektyw robi swoje i nawet zdjecia z wnętrz wyglądają dobrze.

Dlaczego zatem ostatecznie Yashica wylądowała w szafie? Niestety wywoływanie filmów jest dość uciążliwe. Coraz mniej punktów woła (wywołuje!), szczególnie czarno-białe negatywy w tradycyjnym procesie. No i koszty też nie są pomijalne, nawet jeśli pozostaniemy przy negatywie i skanie. Mam szafie dwie naświetlone rolki i jakoś nie mogę się zebrać żeby je wywołać. Wychodzi na to, że jednak wygodniej mieć tysiąc cyfrowych kadrów. Ale w kategoriach estetycznych dalmierz na półce nie ma konkurencji w dzisiejszej lustrzance. No więc stoi na półce. A lustrzanka robi zdjęcia.

05030004

05030016

05030015
05030013

05030019

Tagi