Wulkan Bromo – jawajskie Morskie Oko

wschód słońca nad bromo

Na pytanie co zobaczyć w Indonezji usłyszycie odpowiedź, że koniecznie wulkan Bromo. Faktycznie, co by nie mówić, pięknie tam jest. I warto, zdecydowanie. Ale trudno zobaczyć Bromo na swoich warunkach. Z dużym prawdopodobieństwem staniecie się trybikiem w dobrze zorganizowanej machinie krajoznawczej. A na koniec podreptacie w ogonku na schodach prowadzących na wulkan. Tak, schodach.

czekamy na wschód słońca nad wulkanem

przez krzaki widać wschód nad bromo

pierwsze promienie słońca odsłaniają wulkan

Czynny wulkan

Bromo to czynny wulkan we wschodniej części wyspy Jawa. I żelazny punkt na szlaku z Yogyakarty na Bali. Jeśli nie macie za dużo czasu, to skorzystanie z transportu agencji turystycznej może być dobrym rozwiązaniem. Trzeba się jednak pogodzić z tym, że do Cemoro Lawang, z którego już tylko rzut beretem do wulkanu, dotrzecie około północy. Może to i lepiej, bo tamtejsze hotele nie grzeszą standardem, higienicznym zwłaszcza. A następnego dnia pobudka o czwartej nad ranem, żeby obejrzeć wschód słońca nad Bromo.

I znowu – warto, ale wyłaniające się zza horyzontu pierwsze promienie słońca będziecie śledzić w towarzystwie podobnych do Was, doświadczonych przez wczorajszą podróż busem. Łatwiej usłyszeć dźwięk migawki aparatu niż dźwięki natury. Cały spektakl jest jednak wart zachodu. Najpierw tylko marzniecie w ciemności, potem stopniowo światło zaczyna wydobywać kształty wzgórz, ukazywać ich rzeźbę. Zmieniają się barwy.  Nad wulkanem snuje się leniwie dym, albo tylko resztki porannej mgły. To jeden z widoków, który pamięta się długo.

Po złożeniu statywów i sprawdzeniu poziomu naładowania baterii grupa przemieszcza się w kierunku kaldery wulkanu.

nad kalderą wulkanu wschodzi słońce

szerszy plan

Ludność lokalna dobrze wyczuwa potrzeby na tym etapie zwiedzania. W ofercie ma podwózkę na szczyt przy pomocy nieparzystokopytnych oraz kwiecie, które wrzucone w czeluści wulkanu zapewni nam pomyślność. Jeśli wcześniej nie skorzystaliście z propozycji zakupu maseczki chroniącej przed pyłem (oj kurzy się, kurzy) i podwiezienia jeepem pod punkt widokowy, to teraz macie szansę wspomóc miejscową społeczność.

Kaldera wulkanu robi wrażenie. Szczególnie na zamieszkujących na co dzień mazowieckie równiny. Wielka dziura w środku góry, trochę strach, żeby nie podzielić losu kwiecia i nie stać się ofiarą złożoną bogom.

na bromo prowadzą schody

podwózka koniem

bromo dziura w wulkanie

tak wygląda z bliska czeluść wulkanu bromo

W pobliżu wulkanu jest jeszcze malownicza świątynia Pura Luhur Poten. Warto przejść ten kawałek w całkiem księżycowej scenerii z szarego, wulkanicznego piasku. Tu już dociera mniej ludzi, chociaż trudno powiedzieć, że jest pusto. Ale kadr bez ludzi staje się łatwiejszy.

Jest prosty sposób na zwiedzenie Bromo bez towarzystwa. Wystarczy zostać w Cemoro Lawang na jeszcze jedną noc. Otóż już około godziny dziesiątej Wasi współzwiedzacze pakują się do busa i jadą dalej. Do kolejnego turnusu, czyli gdzieś do północy, miejsce znowu jest puste. Gdybym jeszcze raz miał odwiedzać Bromo, na pewno zostałbym dłużej.

Mam nadzieję, że zdjęcia pokazują, że warto to wszystko zobaczyć. Morskie Oko w końcu też warto zobaczyć, tylko podobnie jak w przypadku Bromo okoliczności dotarcia mogą być mało romantyczne. Drzwi do lasu, schody na wulkan.

rozciąga się widok na księżycowy krajobraz

brudne buty pod bromo

widok na świątynię pod bromo
pura luhur poten

świątynia pod bromo

tak śmigają mieszkańcy Cemoro Lawang